wtorkowy popart...kill me or kiss me!

2006-04-11 20:27:46


hoduję oregano.
piję herbatę z imbirem.
smakuję życie.
rozglądam się dookoła, ale niczego nie szukam.
ot tak sie rozglądam.
żeby niczego nie przeoczyć:
żadnej tęczy, żadnego deszczu,
żadnego wschodu słońca o 5:40.
mam ochotę jeszcze tylko wywalić komputer
z jego problemami technicznymi
i moimi problemami sercowymi.
i kontemplować.
uprawiać jogę.
i piękny seks o smaku oregano
i zapachu wanilii z imbirem.
wywalić szum informacyjny dobywający się z pudełka
i odciąć od globalnego cybernetycznego świata.
medytować.
przybierać kolejne asany.
i nawet w kwiat lotosu sie zamienić.
chociaż na chwilę.
nie być świadkiem wypadków samochodowych
na mojej, zazwyczaj spokojnej, ulicy.
jeść truskawki, które nie tylko pięknie wyglądają,
ale jeszcze tak smakują.
chodzić na piwo pod pomnik z kumpelą
jak znajomi żule spod sklepu.
ignorować wrzeszczących, naiwnych ludzi,
z którymi zbyt często muszę przebywać.
uśmiechać się perwersyjnie na myśl
o facecie z zapałek,
który towarzyszy mi każdego dnia
schowany w tylniej kieszeni spodni.
takie zastępstwo.
do momentu aż pojawi się ktoś właściwy.
nie przejmować się ich wyjazdami,
bo przyjdzie czas powrotów.
nie myśleć już o koncercie RHCP w Pradze
i szalonej podróży stopem,
które ominą mnie z powodu sesji.
pierwszy raz odpuszczam sobie szaleństwo
na rzecz obowiązku.
nowe rytmy dnia sobie wyznaczam.
znowu myślę o przemalowaniu ścian...

mój wtorkowy popart.
niech się jeszcze nie konczy.
niech te myśli zmieniają się jak w kalejdoskopie.
trzeba spojrzeć pod światło,
zmrużyć jedno oko
i wypatrywać.
wszystko samo się poukłada.
a potem się zmieni i ułoży na nowo.
w tym tkwi siła kalejdoskopu.
w tym tkwi moja siła.

skomentuj (0)


Strona główna