nowe życie...moje nowe życie...

2006-01-08 19:00:45


nie jestem w ciąży!
chcę krzyczeć, ale brzuch boli.
poboli pięć dni.
tylko pięć dni,
a nie dziewięć miesięcy,
całe życie.
odetchnęłam dzisiaj z ulgą.
jest.
uff.
jest jest jest!
nie chodzi o to, że nie chcę mieć dziecka.
uwielbiam dzieci.
nie chodzi o to, że nie jestem gotowa.
nigdy nie jest się gotowym.
nie mogłabym wytrzymać myśli,
że on mógłby być ojcem mojego dziecka.
nasze dziecko - jak to strasznie brzmi.
ON i ja - jak to strasznie brzmi.
zerwałam kontakt.
zostawiłam to za sobą,
tak jak się stary rok zostawia za sobą.
spać nie dawała mi tylko myśl,
'a jeśli...?'
na szczęście nie muszę do tego wracać.
za chwilę o tym zapomnę.
wykasuję jego numer.
nie będę odbierać, gdy zadzwoni.
nie dam znaku życia.
obiecałam sobie...niegdy więcej...
nigdy.
cieszę się, że boli.
to kara.
za wielkie grzechy.
powietrze już nie jest takie gęste.
nawet przypalony obiad smakuje.
a wino zalewa niepokój i go topi.
boże...jak dobrze...
jak mi jest dobrze.
uśmiecham się, biegam, wariuję.
a bartek mówi, że jak naprawdę
będę chciała mieć dziecko,
to on oferuje swoje usługi.
wariat!
jak dobrze móc oddychać pełną piersią.
jak dobrze być szczęśliwym.
jak dobrze mieć swoje ciało na powrót tylko dla siebie.
bartek kładzie mi rękę na brzuchu
i mówi
'szkoda'
a wtedy mój oburzony wzrok go unicestwia.
'kochanie...dzieci nie powinny przychodzić w taki sposób na świat'
nienawidziłam siebie za tamtą noc.
teraz pozostaje go tylko wymazać z pamięci.
ukryć w najgłębszym zakamarku świadomości.
nie rozmawiajmy już o tym.
wdech...
powietrze swobodnie przepływa do płuc
wydech...
wdech...wydech...
żyję.
przeżyłam.
wdzięczność - pierwszy raz taką czuję.
nie on.
uffff.
nie on.
ulga to czy wino?
nie wiem.
ale sprawia wielką przyjemność.
to będzie nowy rok.
nowy.
odradzam się.
spokój, cisza, ukojenie.
nikt nie dziękował Bogu dzisiaj bardziej niż ja.
wiem, że to blużnierstwo,
ale nie mogę się powstrzymać.

skomentuj (0)


Strona główna