niedzielne gderania agnieszki

2006-03-05 11:50:12


lubię zebry,
ale uważam, że świat nie jest czarno biały.
nurzam się w wielu odcieniach szarości
i dobrze mi z tym.
takie to nieherbertowskie,
a takie moje.
zamiast do kościoła,
chodzę na manify.
zamiast iśc prosto do domu,
idę naokoło.
wciąż wytyczam sobie nowe trasy.
nowe drogi powrotu,
chociaż wcale nie wracam.
nigdy dwa razy nie zanurzam sie w tej samej rzece.
codziennie dokonuję dekonstrukcji świata przedstawionego.
100% kofeiny we mnie.
już nie poruszam się.
ani naprzód. ani w bok.
cofać już też się nie cofam.
po prostu lewituję w tej tak zwanej
polskiej rzeczywistości.
nie przyjmuję dogmatów wiary.
polemizuję.
codzienne moje małe herezje
dodają mi sił.
nie wierzę, że nazywając coś,
stwarzam to.
lubię rzeczy nienazwane, niedookreślone.
to, co większość uznaje za dziwactwo,
ja uważam za przejaw człowieczeństwa.
uwielbiem humanistów.
boję się logiki i ładu.
kojarzą mi się z totalitaryzmem.
dlatego towarzyszy mi ten ten ciągły chaos.
boję się ludzi, którzy zawsze mają rację.
boję się ludzi, którzy nie mają argumentów.
boję się ludzi, którzy nie podejmują dialogu,
chociaż tych, którzy prowadzą monologi,
bardzo lubię.
boję się ludzi, którzy milczą zbyt długo.
chyba wolę ekshibicjonistów emocjonalnych.
z nimi można się posiłować.
kto da więcej.
kto się bardziej odkryje.
kto bardziej przekłamie.
kto lepszą założy maskę.
pojedynek na miny, na słowa, na myśli.
sympatią darzę tych, którzy potrafią
jednym dobrym 'rzyg'
dokonać katharsis i oczyścić się kompletnie.
wyjść z siebie.
ze źle uszytych konwencji.
nieważne czy to ty,
czy taki jesteś naprawdę.
składasz się z tych wszystkich masek.
ja też.
maski wkładamy zależnie od konwencji, od kontekstu.
nie przeraża mnie to.
mam tego świadomość.
taki rygor narzuca społeczeństwo, zbiorowość.
chciałabym tylko czasem
zobaczyć przebłysk prawdy.
zobaczyc ciebie nagiego.
przez jeden ułamek sekundy.

przypomniał mi się tamten poranek.
czasami rozchylić wargi jest o wiele trudniej,
niż rozchylić uda.
po wszystkim powiedział.
"ona była 'ciepła'.
nie taka jak ty.
mógłbym stworzyć z nią stabilny związek..."

nie zobaczył ciepła i wrażliwości tam,
gdzie były naprawdę.
nie znalazł go między moimi udami.
nic dziwnego.
szukał w niewłaściwym miejscu.
ale zamiast tworzyć ten stabilny związek,
leżał obok mnie.
nagi. spełniony. proszący o więcej.
a kiedy nie leżał obok,
dzwonił.
prosił o kolejne spotkanie i kolejne.
i mówił "jesteś niesamowita.
taka piękna, mądra, zabawna..."

zapomniał o tych pierwszych słowach.
ja nie.
czekałam, aż pójdzie do tej innej
tworzyć ten ciepły, stabilny związek.
pomagałam mu w tym.
przestałam odbierać,
kiedy dzownił.
ale on nie przestawał.
nagrywał się i mówił
"nie miałem racji.
tak bardzo sie pomyliłem.
odbierz...
zadzwoń do mnie później, dobrze?"

nie, niedobrze.
nigdy nie chciałam z nim być.
poszłam po najmniejszej linii oporu.
kończył się stary rok.
i ja chciałam coś skończyć.
padło na niego.
nigdy nie chciał wejść głębiej.
głębiej we mnie.
myślał, że skoro ze sobą sypiamy,
to zna mnie jak nikt inny.
nie chciał się przebić przez naskórek
cienki jak skórka jabłka.
na początku dawałam mu nóż
i mówiłam
"otwórz mnie bardziej.
wejdź głębiej.
rozumiesz?
głębiej.
szukaj drugiego dna.
a potem trzeciego i czwartego
i jeszcze następnego i jeszcze.
dojdź do jądra."

ale on zawsze zatrzymywał sie między udami.
tolerowałam to tylko przez chwilę.
ja też się pomyliłam.
myślałam, że będzie we mnie drążyć.
że wbije się zębami głębiej.
że mnie chociaż nadgryzie.
on zaledwie musnął.
prawie nie poczułam.
już pierwsza kąpiel go wypłukała.
na koniec roku zawsze podejmuję dobre decyzje.
mobilizuję się.

patrzę na znajomych,
którzy łączą się w bardziej lub mniej udane pary.
zastanawim się na jakiej zasadzie dokonuje się to połączenie.
zasadą jest brak zasady.
niektórym znienawidzenie siebie
zajmuje tylko miesiąc.
a potem wyciągają przed swoimi wspólnymi znajomymi
wszystkie brudy i publicznie je piorą.
"rozumiesz o czym mówię prawda?
jaka z niego świnia!"

a potem on stara sie upokorzyć ją w moich oczach.
po co ludzie to sobie robią?
dlaczego czekamy tak długo,
aż się w końcu znienawidzimy?
dlaczego nie zakończyć tego szybciej?
dlaczego tak często zostaje niesmak?

gderam i gderam,
a mądrych wniosków wciąż nie ma.
czas wciąż goni.
za dwie godziny manifa.
idę pokazać, że JESTEM.
tak! wciąż jestem.
i mam się całkiem dobrze.
agnieszka w krainie czarów.
w swoim sin3city.
w swoim magicznym 3polis.
agnieszka - kobieta.
agnieszka - człowiek.
po prostu agnieszka.
wbrew pozorom ciepła i wrażliwa...

skomentuj (0)


Strona główna