marzy mi się, żeby moją ulicą
popłynęła rzeka kawy,
żeby zamiast płotów
wyrosły laski cynamonu i wanilii,
a zamiast wody,
spadł deszcz mleka.
marzy mi się na wieczór.
ot, takie senne marzenia...
tymczasem tylko mokry asfalt
patrzy na mnie swoimi czarnymi,
pustymi oczami i warczy nieprzyjaźnie.