to była dobra impreza.
bawiliśmy się całą długą noc.
zaczęliśmy w gdyni,
a potem odwiedzaliśmy po kolei kluby w sopocie.
wytańczyłam się.
wyśmiałam.
wyśpiewałam.
a potem katharsis.
wziął mnie za rękę i wyszliśmy na dwór.
było dosyć ciepło.
ale rozmowa z początku była absurdalna.
ja coś mówiłam.
on nie rozumiał
i prosił bym jeszcze raz to wszystko wyjaśniła.
gdy już nie miałam sił,
na twarz wstąpiło rozczarowanie
i ironiczny uśmiech,
gdy chciałam odejść,
złapał mnie za rękę i nie pozwolił.
dokończyliśmy rozmowę.
tak mi się w każdym razie wydaje.
wyszło na to,
że moja intuicja jest mylna,
że nadinterpretuję pewne słowa,
że niepotrzebnie biorę pewne rzeczy do siebie.
jeszcze nie do końca to sobie poukładałam,
w tej mojej biednej głowie.
jeszcze mam trochę wątpliwości.
ale za chwilę to sobie poukładam.
tylko niech ten świat przestanie wirować.
tymczasem w głowie kraków.
nie. nie, kraków.
w mojej głowie ON.
czas mi go zabiera.
te chwile były zbyt efemeryczne.
a dzisiaj seria smsów,
które rozgrzewają do czerwoności,
które sprawiają, że gdzieś na dole
czujesz gorąco, które rozlewa się po całym ciele.
przez które nie możesz spać, nie możesz jeść
i nawet spokojnie leżeć.
słowa, które penetrują bardziej niż dotyk.
perwersyjna przyjemność wypowiadania ich na głos.
świadomość, że on ciebie pragnie,
że wariuje, bo ciebie tam nie ma,
bo...
bo odległość rani bardziej niż nóż.
nie, nie odległość, ale niemożność jej przezwyciężenia.
obowiązki, zajęcia, kasa, czas...
to wszystko, co nie daje nam spać,
co stanowi przeszkodę,
którą jednak wciąż staramy się pokonać.
za chwilę skończy próbę.
za chwilę zadzwoni i oszalejemy dla siebie.
dlaczego to zawsze musi być 'za chwilę'?!
...