gra z Bogiem?

2006-02-21 01:40:19


dobrowolnie wplątuję się w tę pajęczynę
złych powiązań.
widzę zależności.
przyczyny i skutki.
kojarzę błyskawicznie.
zacieśniam grono.
w jednej sekundzie dostaję mądrość całego świata.
biedna, mała Agnieszka.
poplątała się.
znowu.
i po co?
z jakiego powodu?
powód marny.
wytłumaczę się potem głupotą
i krótkowzrocznością.
przez moment chciałam w to wierzyć.
przez jeden parszywy moment.
a teraz cały tydzień parszywy.
to działa jak zaraza.
jak trucizna.
słodko zatruwa życie.
uwielbiam jej smak.

powiedziałam mu to.
powiedziałam, że kocham truciznę,
którą mnie karmi.
i tylko ją.
czekał na ciąg dalszy.
jaki miał być?
szczęśliwy? beznadziejny? optymistyczny?
a może zabawić się w interaktywną przyszłość?
weź udział w quizie o moje życie.
jaki chcesz, żeby był koniec??
spojrzał na mnie tak smutno.
chyba już ostatni raz.
utkwił we mnie wzrok na całą moją przyszłość.
taki we mnie zostanie.
smutny.
piękny w tym smutku.
i w końcu prawdziwy.
przepraszam, że teraz Ciebie bolało.
rozumiesz mnie, prawda?
innego wyjścia nie było mój szatanie.
musiałam Cię zabić.
piekna śmierć.
a Ty przyjdziesz do mnie za miesiąc czy rok
i powiesz:
'pięknie jest!
musiałaś to zrobić.
umyślnie mnie zabiłaś.
umyślnie dziękuję.'

i zostanę rozgrzeszona.
raz na zawsze.
przez Ciebie nie spałam.
przez Ciebie płakałam.
potem przez niego.
a potem znowu przez jeszcze innego.
dlaczego zawsze płaczę przez mężczyzn?
patriarchat łez.
ciekawe...
Telepopmusik śpiewa 'Don`t Look Back',
ale nie umiem nie patrzeć.
owijają się ramionami wokół mnie,
jak drutem kolczastym
i z miłością ranią.
a na ich czele ON.
przeplata zwrot 'kochana córeczko' z 'suko'.
a na koniec dodaje 'kocham Cię'
i rozpływa się w obłudzie swych słów.
jakbym chciała umieć rozpłynąć się tak jak on
w alkoholu i upojeniu.
a mnie rozszarpują słowa.
rozbija prawda na kawałki.
ćwiartuje świadomość.
pożera nienawiść.
a potem wypluwa.
po co ja się wciąż podnoszę?
no powiedz, po co?
szukałam znaków.
pytałam.
czekałam na sygnał.
jakikolwiek.
niechby mi nawet cegła na głowę spadła!
zawsze to lepsze od tej nieznośnej ciszy.
nie odezwałeś się, Boże.
przyoblekam Ciebie w ciało mężczyzny.
tylko oni potrafią milczeć wtedy,
gdy najbardziej potrzebujemy słów.
Znowu czytałam 'Solaris'.
znowu ukrywam swe lęki.
znowu boję się absurdu.
boję sie, że ten cały świat to psychodeliczny sen
ułomnego dziecka,
które w okrutny sposób przestawia figurki.
zbliża je i zderza.
a potem wywala jedną z nich za okno wszechświata z byle powodu.
nie dziw mi się, że więcej litości
widzę w romantycznym szatanie.
buntownicy zawsze byli mi bliższi.
a jednak wciąż w ciebie wierzę,
wciąż nie wykluczam możliwości
twojej obecności w moim życiu.
okrutnej, ale lepszej niz obojętność.
więc mam te trzy stygmaty:
wiarę, nadzieję, miłą ość,
która za każdym razem staje mi w przełyku.
czego chcesz więcej?
jakich poświęceń oczekujesz?
jak bardzo chcesz mnie wdeptać w ziemię?
kiedy wreszcie będzie wystarczająco źle?
daj mi chociaż jedną wskazówkę.
tę pieprzoną wskazówkę od zegarmistrza świata.
tak...
wciąż pamiętam o tym,
że jestem myślącą trzciną,
przyginasz mnie do ziemi.
ale ja potrafię się ugiąć i przeczekać.
więc czego chcesz?
ostatniego tchnienia?
miłości czy bluźnierstwa?
dałam Ci już wszystko...
WSZYSTKO...
nie patrzysz i nie czekasz na mnie.
na swoje podobieństwo stworzyłeś ICH.
a Bartka?
dlaczego on jest taki inny?
zapomniałeś wlać w niego okrucieństwo?
wypadek przy pracy?
zwykłe niedopatrzenie?
siedzę na boso i patrzę, jak mi stopy marzną.
nie mówisz nic.
to najokrutniejszy z twoich trików.
nie słuchasz, prawda?
co miał święty Tomasz, czego mi brakuje?
naiwności?
boisz się pytań?
mam duszę Fausta.
ale nigdy nie powiem 'chwilo trwaj! jesteś piękna'
umiem grać w twoje sztuczki i odraczać moment mojej przegranej.
ukojenie czai sie w małych rzaczach.
w ich molekułach, atomach, kwantach...
tak jak ty czaisz się w Pi.
rozczłonkowujesz moje życie.
a potem sklejasz je na nowo w jakiś nieład.
kierujesz się dziecięcą przekora
i kaprysisz, gdy coś nie idzie po twojej myśli.
znów ten ton...
wybacz.
cierpliwości mi nigdy nie starczało.
co innego z hedonizmem.
próbowałam go już na różne sposoby.
wciąż za mało obsceniczne dla Ciebie.
nie mrugnęła Ci nawet powieka.
a może spróbować anhedonii?
czy można ją wywołać, czy musi sama przyjść?
co mówisz?
dysonans poznawczy?
no trudno...
nie rozumiesz?
kupię Ci słownik wyrazów trudnych i uporczywych.
i tacie.
i jemu.
mężczyźni...wy troglodyci emocjonalni!
aż chciałoby się powiedzieć
'dzieki Bogu za Bartka!',
ale jakoś śmiesznie to brzmi.
przecież ty stwarzasz na podobieństwo siebie,
a on jest taki niewinny w swej perwersji.
taki szczery w uczuciach.
taki piękny w swych nielicznych kłamstwach.
aż chce się go okrzyknąć nowym bogiem.
nie zrobię tego.
nie wybaczył by mi tego stawiania na piedestale.
więc w rubryce wartości znowu zero.
nie testuj mnie.
nie wyjdę z tego zwycięsko.
popadnę w skrajny sarkazm
i nic mnie wówczas nie uratuje.
nie wódź mnie na pokuszenie bluźnierstwa.
zbyt łatwo na nie przystanę.
z wiary zrobię kabaret.
z nadziei papkę popkultury.
z miłości burdel.
no i po co?
tylu innych robiło to przede mną.
ja wiem, że ta psychopatyczna gra wciąga,
że korci, że aż usiedzieć nie można.
jak w szachach,
trzeba przewidywać parę ruchów przeciwnika naprzód.
ale uważaj!
może się okazać, że jeszcze cię czymś zaskoczę.
uważaj!
i nie wódź na pokuszenie.
dobrze radzę!

skomentuj (0)


Strona główna